Przygotowanie do floatingu jest zaskakująco proste, bo to nie jest egzamin ani rytuał inicjacyjny, tylko relaks. Wystarczy przyjść wypoczętym na tyle, na ile się da, unikać ciężkiego posiłku bezpośrednio przed sesją i nie pić alkoholu w dniu wizyty, bo organizm ma się wyciszyć, a nie walczyć z kebabem i procentami. Warto też powstrzymać się od golenia skóry tuż przed floatingiem, ponieważ słona woda potrafi bezlitośnie przypomnieć o każdej mikrorance.
Na miejscu zazwyczaj bierze się prysznic przed wejściem do komory, bez używania kosmetyków, kremów czy olejków, żeby woda pozostała idealnie czysta i neutralna dla skóry. Soczewki kontaktowe najlepiej zdjąć, a jeśli masz drobne zadrapania, stosuje się wazelinę ochronną, żeby sesja była komfortowa zamiast „pikantna”. Cała reszta dzieje się już sama, bo leżysz, oddychasz i pozwalasz ciału robić to, co umie najlepiej, czyli odpoczywać.
Najważniejsze mentalnie jest jedno: nie oczekiwać konkretnego efektu ani „wizji”, bo floating działa subtelnie i u każdego trochę inaczej. To nie performance, tylko przestrzeń, w której nic nie musisz, nic nie osiągasz i niczego nie poprawiasz, a paradoksalnie właśnie dlatego efekt bywa tak mocny. Krótko mówiąc, im mniej planu i kontroli zabierzesz ze sobą do komory, tym więcej spokoju z niej wyniesiesz.