Na floating nie trzeba się pakować jak na wyprawę w góry, bo większość rzeczy zapewnia sam gabinet. W praktyce zabierasz tylko siebie, ewentualnie wygodne ubranie na przebranie po sesji i dobry nastrój, reszta to dodatki. Ręcznik, kosmetyki pod prysznic, zatyczki do uszu czy suszarka są zazwyczaj na miejscu, więc nie ma sensu dźwigać pół łazienki w torbie.
Warto przyjść bez makijażu, kremów i perfum, bo przed wejściem do komory i tak bierze się prysznic, a skóra najlepiej reaguje na „czysty start”. Jeśli nosisz soczewki, lepiej zostawić je w domu albo zdjąć przed sesją, a biżuterię, zegarek i telefon po prostu odłożyć do szafki, bo to jest ten moment, kiedy świat naprawdę może poczekać. W niektórych miejscach można wziąć własne zatyczki do uszu, jeśli masz swoje ulubione, ale nie jest to konieczne.
Najważniejszą rzeczą, którą warto „zabrać”, jest nastawienie bez presji i oczekiwań, bo floating działa najlepiej wtedy, gdy nie próbujesz nim zarządzać. Im mniej myślisz o tym, czy robisz to dobrze, tym szybciej ciało i głowa wchodzą w tryb głębokiego relaksu. To jedno z tych doświadczeń, gdzie naprawdę mniej znaczy więcej.